Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 października 2016

"...wy też bądźcie gotowi..."


(Source: Pixabay)
Jaki jest Pan Bóg? To pytanie zadają dzieci i młodzież na katechezie, ale pewnie i dorosłym nieraz zrodzi się w sercu to pytanie, zwłaszcza w obliczu trudnych doświadczeń. Wtedy, kiedy dokoła zapada ciemność, dotyka niespodziewane i bardzo bolesne cierpienie - Pan Bóg zdaje się być taki jakiś daleki. Trochę tak, jak opisuje Go autor natchniony Księgi Powtórzonego Prawa: „Pan, Bóg wasz, jest Bogiem nad bogami i Panem nad panami, Bogiem wielkim, potężnym i straszliwym, który nie ma względu na osoby i nie przyjmuje podarków.” (Pwt 10,17)

Jednak...ten straszliwy Bóg jest ponad wszystkimi ludzkimi wyobrażeniami. Jest niedościgniony i niczym nieograniczony w fantazji i delikatności wyrażania swojej miłości do człowieka.

Święta s. Faustyna w swoim „Dzienniczku” opowiedziała taką historię: „Kiedy po mszy św. wyszłam do ogrodu, aby sobie odprawić rozmyślanie, ponieważ o tej porze jeszcze pacjentów nie było w ogrodzie, więc byłam swobodna. Kiedy rozmyślałam o dobrodziejstwach Bożych, serce moje rozpalało się tak silną miłością, że zdawało mi się, że pierś mi rozsadzi. Wtem stanął przede mną Jezus i rzekł: „Co ty tu robisz tak wcześnie? Odpowiedziałam: Rozmyślam o Tobie, o Twoim miłosierdziu i dobroci ku nam. A Ty, Jezu, co tu robisz?- Wyszedłem na Twoje spotkanie, aby cię obsypać nowymi łaskami. Szukam dusz, które by łaskę moją przyjąć chciały” (1705)

Te łaski płyną do ludzkich serc głównie przez posługę Kościoła: przez Słowo Boże, Sakramenty święte. Ale przecież to nie wyczerpuje dróg działania Boga.

Każdy z ludzi jest niepowtarzalny w planie Bożym, i do każdego Bóg zwraca się w jedyny i niepowtarzalny sposób. Pięknie to nazwała już wspomniana s. Faustyna: „Każda dusza to inny świat” (568). Trzeba ten Boży ‘język’ miłości odnaleźć, zrozumieć i choć próbować Bogu odpowiadać, także językiem miłości i wiary.

Wiem, że mogę powtórzyć za św. Pawłem to, co słyszę w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Listu do Efezjan: „Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich - zgodnie z planem wieków, jaki powziął [Bóg] w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. W Nim mamy śmiały przystęp [do Ojca] z ufnością dzięki wierze w Niego.” (Ef 3,8-12)

A skoro mam śmiały przystęp do Boga dzięki wierze, to nie mogę się już tłumaczyć, że ja nic nie wiedziałam i nie słyszałam. Niezgłębiona i tajemnicza, ale realna bliskość Boga została mi objawiona. Bóg idzie ze mną przez życie, pragnąc doprowadzić mnie do Nieba. Nie wolno mi zmarnować ani chwili. Wielki skarb, ale i wielką odpowiedzialność, złożył Bóg w moje ręce i serce. I z tego - z mojej miłości - będzie mnie sądził zarówno w chwili mojej śmierci, jak i w przy końcu czasów.

Dlatego muszę być zawsze gotowa na Jego przyjście. „A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. (...) Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.” (Łk 12,39-40; 47-48)

Wiem, Jezu, że dałeś mi wiele. Z natury zasłużyłam na gniew (por. 2,3b), ale Ty nieustannie obdarzasz mnie Swoim miłosierdziem i otulasz Swoją miłością. Dałeś mi wiele, ale nie po to, bym zazdrośnie Twoje łaski schowała tylko dla siebie. Powierzasz mi je, ufając, że będę nieustannie dzieliła się tym bogactwem z innymi. Pragnę to czynić Wierząc, że widzisz te moje - nawet najbardziej nieporadne - wysiłki i sam dasz wzrost nawet najmniejszym ziarenkom dobra, które dzień po dniu mam rozsiewać wśród tych, których stawiasz na mojej drodze.

poniedziałek, 18 lipca 2016

"...Z czym stanę przed Panem...?"

(source: Pixabay)
Pewnego dnia, gdy jeszcze byłam uczennicą szkoły podstawowej, zorganizowano nam lekcję w Sądzie Rejonowym. Mieliśmy uczestniczyć w jednej z „lżejszych” spraw sądowych, choć trudno mi teraz dokładnie określić, w jakiej. Pamiętam owo „Proszę wstać, Sąd idzie!”- i równie dobrze pamiętam, jak przygnębiające wrażenie wywołała we mnie ta rozprawa, której byłam świadkiem.

„Jest jeden Bóg. Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Dwie pierwsze prawdy wiary. Nauczone, zapamiętane, przypominane. Ilekroć, zwłaszcza w dzieciństwie, je wypowiadałam, przed oczyma stawał mi obraz Boga - surowego Sędziego - i lęk budził się w moim sercu. Wydawało mi się, że takiego Sędziego nic nie zadowoli i daremne są moje wszystkie starania na drodze do Nieba. Jakże to męczące... Tak musieć „zarabiać” na Niebo! Tak wytężać wszystkie swoje duchowe siły, by choć o krok zbliżyć się do tego, jakże dalekiego i niedostępnego, Boga!...

Jednak...czyż to od niedostępnego, dalekiego Boga człowiek może usłyszeć te słowa: „Ludu mój, cóżem ci uczynił? Czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi!” (Mi 6,3) Czyż nie tak woła zbolały Ojciec, zasmucony Tatuś, który widzi, że Dziecko wzgardziło Jego miłością? Miłujący Ojciec, zanim zacznie sądzić, najpierw przypomina i uświadamia Dziecku, jak bardzo je miłuje. I często już nawet nie trzeba kary, bo winowajca, zrozumiawszy w świetle ogromu ojcowskiej miłości swoją niewdzięczność i zło popełnionych win, gorąco za nie żałuje i przyrzeka, że będzie już odtąd lepszy.

Izrael był Narodem Wybranym: ukochanym Dzieckiem Boga. I tak, jak Ojciec troszczy się o swoje Dziecko, tak Bóg troszczył się o lud izraelski: „Otom cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli wybawiłem ciebie i posłałem przed obliczem twoim Mojżesza, Aarona i Miriam. Ludu mój, wspomnij, proszę, co zamierzał Balak, król Moabu, a co mu odpowiedział Balaam, syn Beora? Co było od Szittim do Gilgal - żebyś poznał zbawcze dzieła Pańskie.” (Mi 6, 4-5)

Bóg wyprowadził swój lud z Egiptu, przeprowadził go suchą stopą przez Morze Czerwone i przez Jordan. Zaś gdy Balak, król Moabu, bojąc się siły narodu izraelskiego, chciał, by prorok Balaam przeklął go - Bóg sam zainterweniował mówiąc do Balaama: „Nie możesz iść z nimi i nie możesz tego ludu przeklinać, albowiem jest on błogosławiony.” (Lb 22,12) Wtedy prorok Balaam mógł już tylko odpowiedzieć Balakowi: „Bóg mnie tu sprowadził, bym błogosławił: On błogosławi - ja tego zmienić nie mogę." (Lb 23, 20)

Bóg miłuje i błogosławi - a człowiek? Często nie dostrzega tej błogosławiącej ręki Boga nad sobą i Bożych oczu, uważnych na każdy jego krok, ale nie po to, by kontrolować i osądzać, ale po to, by prowadzić po właściwych ścieżkach. Nie dostrzegając tej obecności pełnej miłości - nie umie też na nią odpowiedzieć miłością. A prawdziwa miłość sama podpowiada, co należy czynić.

Niejeden z nas może zadawał Bogu pytania podobne do tych z dzisiejszej Liturgii Słowa: „Z czym stanę przed Panem, i pokłonię się Bogu wysokiemu? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną, z cielętami rocznymi? Czy Pan się zadowoli tysiącami baranów, miriadami potoków oliwy? Czy trzeba, bym wydał pierworodnego mego za mój występek, owoc łona mego za grzech mojej duszy?” (Mi 6,6-7) Innymi słowy: „Co mam uczynić, Panie Boże, abyś był ze mnie zadowolony?”

A Pan Bóg odpowiada dziś bardzo wyraźnie na te nasze wątpliwości: „Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czegoż żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim?” (Mi 6,8) Pięknie wyraziła to - za św. Teresą z Avila - św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która praktykowała swoją „małą drogę” miłości i przeogromnej ufności Bogu: „Jezus nie tyle patrzy na wielkość naszych czynów, ani nawet na trudności, ale na miłość, która pobudza nas do ich spełnienia”.

Codziennie w Kościele rozlega się Boże wołanie: „Zgromadźcie Mi moich umiłowanych, którzy przez ofiarę zawarli ze Mną przymierze.(...) Kto składa ofiarę dziękczynną, ten cześć Mi oddaje, a tym, którzy postępują uczciwie, ukażę Boże zbawienie”. (Ps 50, 5; 23)

Każdy z nas jest owym umiłowanym, z którym Bóg zawarł przymierze, przeprowadzając przez wody Chrztu świętego. Teraz - mamy kroczyć ku Niebu drogą miłości. Gdy spojrzymy na historię naszego życia dostrzeżemy wiele Bożych śladów Jego miłości ku nam, będących świadectwem, że Ten, który nas stworzył, ani na chwilkę nie zostawił nas samych. Wszak jest On „Bogiem z nami”. Jednak człowiek tak często ma pokusę, by wciąż na nowo domagać się od Boga cudownych znaków.

Podobne pragnienie wyrazili też uczeni w Piśmie i faryzeusze, o których opowiada dzisiejsza Ewangelia: „Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.” (Mt 12, 38b-40)

Przyszedł dzień Wielkiego i strasznego Piątku, gdy na Kalwarii, na Krzyżu, zawisł Syn Człowieczy - niejako stając się przedziwną Bożą odpowiedzią na to dramatyczne ludzkie pytanie z księgi Proroka Micheasza: „Czy trzeba, bym wydał pierworodnego mego za mój występek, owoc łona mego za grzech mojej duszy?” (Mi 6,7b) Jezus Chrystus sam stał się Ofiarą Przebłagalną za nasze grzechy: „Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.” (Iz 53, 4-5)

Czy możemy pozostawać obojętni wobec tak wielkiej miłości? Bóg codziennie wzywa nas do nawrócenia, choćby tak, jak w aklamacji przed Ewangelią: „Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.” (Ps 95, 8ab)

Teraz, w czasie naszej ziemskiej wędrówki, mamy w każdej chwili szansę, by oczyszczać i udoskonalać tę naszą miłość ku Temu, który nas do końca umiłował. To wzrastanie w miłości nie jest zadaniem na jutro, ale na DZIŚ. „Mówi bowiem /Pismo/: W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.” (2 Kor 6,2)

Panie mój: spraw, abym umiała przyjmować każdy dzień i każdą chwilę, jako dar Twojej miłości i okazję, by jeszcze goręcej kochać Ciebie i bliźnich. Naucz mnie dziękować za wielkie dzieła, które dokonałeś już w moim życiu. Niech moja droga ku Tobie będzie zawsze drogą miłości, bo „za Miłość płaci się Miłością” (św. Jan od Krzyża).

poniedziałek, 11 lipca 2016

...szukaj pokoju i dąż do niego..."

(source: Pixaby)
Pokój. O tym, jak jest ważny dla świata mogliby zaświadczyć wszyscy ci, którzy doświadczyli bądź doświadczają w swoim życiu czasu wojny bądź innych niepokojów państwowych, społecznych, ale i osobistych. Pokój na świecie rozpoczyna się jednak od pokoju w ludzkim sercu. Konflikty nie rodzą się w zapalnikach bomb, ale dojrzewają w sercach i umysłach ludzi, którzy nie mogą pogodzić się z sobą samymi oraz z bliźnimi. Te wewnętrzne konflikty rosną, niby pożar przenoszą się na innych rozpalając niezgodą ich serca...i sieją spustoszenie na coraz większą skalę.

Trzeba więc najpierw modlić się o pokój w swoim własnym sercu tak, jak modli się dziś Psalmista: „Powściągnij swój język od złego, a wargi swoje od kłamstwa.  Od zła się odwróć, czyń dobrze, szukaj pokoju i dąż do niego.” (Ps 34,14-15)

Umiejętność bycia znakiem pokoju tam, gdzie panują konflikty jest nieocenionym skarbem. Dążenie zaś do pokoju jest prawdziwą mądrością. Ścieżki prowadzące do pokoju zna najlepiej Bóg, który jest „Księciem Pokoju” (por. Iz 9,5). Dlatego trzeba uważnie się wsłuchać w Jego pouczenia.

Dziś mówi On do mnie na słowami zapisanymi w Księdze Przysłów: „Synu, jeśli przyjmiesz moje nauki i zachowasz u siebie wskazania; ku mądrości nachylisz swe ucho, ku roztropności swe serce; jeśli wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę, jeśli szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów, to bojaźń Pana zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga. Bo Pan udziela mądrości, z ust Jego wychodzą wiedza i roztropność; dla prawych On chowa swą pomoc, On jest tarczą dla żyjących uczciwie. On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych. Wtedy sprawiedliwość pojmiesz i prawość, i rzetelność i każdą dobrą ścieżkę.” (Prz 2,1-9).

O tej mądrości pewnie też mówił swoim pierwszym towarzyszom patron dnia dzisiejszego: św. Benedykt z Nursji. Spoglądając na Jego życie i dzieło można się przekonać, że gdy ktoś prawdziwie stara się słuchać Bożych natchnień i iść za wolą Bożą, wtedy i słowa Ewangelii w jego życiu spełniają się też dosłownie: „Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” Jezus zaś rzekł do nich: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”. (Mt 19,27-29)
 
Duchowość benedyktyńska, reguła życia św. Benedykta czy też wiele dzieł podejmowanych przez członków tego zakonu są dziś znane na całym świecie. Któż nie słyszał o słynnym „Ora et labora” (Módl się i pracuj)?... Jednak ten, kto nie spróbował choć w pewnym stopniu wcielić w życie tej dewizy nie wie, że łatwo jest zatrzymać się na powierzchni słów – trudniej zaś według nich żyć. Tymczasem to życie według dewiz benedyktyńskich: „Ora et labora” (Módl się i pracuj), „Ut in omnibus glorificetur” (Aby we wszystkim był uwielbiony Bóg) jest jedną z pewnych dróg do osiągnięcia pokoju.

Pokój (po łacinie PAX) jest w sposób szczególny potrzebny Europie, zmagającej się z wieloma trudnościami. W 1964 roku, w czasie trwania Soboru Watykańskiego II, papież Paweł VI ogłosił Patronem Europy jako pierwszego właśnie św. Benedykta (oprócz niego szczególnymi opiekunami Starego Kontynentu są: święci Cyryl i Metody, św. Brygida Szwedzka, św. Katarzyna ze Sieny, św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)).

Módlmy się dziś słowami hymnu z Godziny Czytań Liturgii Godzin przez wstawiennictwo św. Benedykta, prosząc Boga o pokój w Europie i na świecie: „(...) I dzisiaj także przychodzi nieznane, a świat jest pełen zamętu i kłamstwa; za twą przyczyną niech Pan nam ukaże właściwą ścieżkę. Najświętszej Trójcy niech będzie podzięka za Benedykta i jego naukę. Niech Europa swą jedność odnajdzie przez wiarę w Boga. Amen.”

poniedziałek, 6 czerwca 2016

"Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc?"

(source: Pixabay)
 
Któregoś dnia wybrałam się z przyjaciółmi w rejs jachtem po Morzu Bałtyckim. Żeglowaliśmy cały dzień „na głębi” - to znaczy na tzw. otwartym morzu. Zapadał wieczór. Obraliśmy kurs na helski port. Nagle wzmógł się wiatr. Podniosły się fale. Jacht przechylił się mocno. Powoli nastawały ciemności. Zdałam sobie wtedy sprawę, że wokół mnie jest woda; do brzegu daleko, do dna - także. W oddali zaczęło rozbłyskać miarowo światło latarni morskiej. A ja, mimo obecności ludzi, wśród których czułam się bezpiecznie - nagle stanęłam w obliczu silnego lęku. Woda za burtą zdawała się wciągać mnie w swoją otchłań.

I wtedy, z samej głębi serca, uniosła się ku Niebu bezgłośna modlitwa: „Panie? Gdzie jesteś? Czy śpisz?...” Zaledwie wybrzmiało to serdeczne wołanie - przyszły mi na myśl, niby odpowiedź, słowa: „Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem” (Ps 121, 4). Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że są to słowa z Psalmu. Odczułam właściwie namacalnie tę Bożą obecność, czuwanie i opiekę. Pan nie tylko czuwa nad Izraelem. On czuwa też nade mną. On czuwa nad nami wszystkimi. Zawsze, a może zwłaszcza wtedy, gdy przeżywamy trudności.

O tej Bożej obecności w trudnych chwilach życia proroka Eliasza słyszymy też w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Prorok Eliasz żył za czasów króla Achaba. Król ten, jak mówi Biblia, „czynił to, co złe w oczach Pana, i stał się gorszym od wszystkich swoich poprzedników” (1 Krl 16, 30) Nie podobało się to Bogu, który posłał do króla Achaba proroka Eliasza, by ten - stając się niejako znakiem sprzeciwu wobec zła - ogłosił nastanie dwóch lat suszy w królestwie. I tak się faktycznie stało.

Jednak Eliasz został uchroniony od jej skutków. Zamieszkał przy potoku - i dzięki temu nie brakowało mu wody. A Bóg zatroszczył się i o to, by wystarczyło mu jedzenia, zsyłając kruki. Także te, mało sympatyczne dla niektórych, ptaki stają się narzędziem w Bożych rękach. Prorok Eliasz nie umarł z głodu i pragnienia. Bóg zadbał, by, mimo wielu braków, niesprzyjających warunków nie stało mu się nic złego. Jakże prawdziwe okazały się słowa Psalmu: „Pan cię uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad twoim życiem.” (Ps 121, 7)

Niejednokrotnie pewnie i my w swoim życiu możemy powtarzać inne słowa tego samego Psalmu: „Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc?” (Ps 121, 1) Doświadczamy tak wielu braków: bezrobocie, coraz większe ubóstwo a niejednokrotnie po prostu nędza, bezdomność, niezrozumienie, samotność - nawet wśród ludzi. Zdajemy się nie nadążać za wymaganiami, jakie stawia współczesny świat, który woła: Nie czas na miłosierdzie! Nie czas dla „mięczaków”! Liczy się ten, kto jest szybszy, zdolniejszy, kto ma więcej znajomości, układów, pieniędzy. Wokół wojny; wiele agresji, zalewa nas fala wszechobecnej przemocy. A w codzienności? Ileż trosk i zmartwień przynosi każdy dzień?!... Jak sobie z tym poradzić? Czy to wszystko ma w ogóle sens?...

Na te - i wiele innych - pytań odpowiada Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Jest to jeden z najbardziej znanych fragmentów: Osiem Błogosławieństw, które uchodzą za kodeks moralności chrześcijańskiej. Ale niosą też w sobie bardzo optymistyczną prawdę. To, co boli, co jest brakiem i zdaje się być przeszkodą nie do pokonania oraz krzyżem, spod którego nie sposób powstać, w Bożych Dłoniach może stać się błogosławieństwem.

Bóg ma moc przemienić nawet to, co boli, nawet zło - w dobro. Żaden z braków: i tych, które wymienione są we wspomnianym fragmencie Ewangelii, i tych, które są naszym udziałem niemal każdego dnia nie jest sam w sobie czymś, czego można by pragnąć. Zazwyczaj nikt nie pragnie cierpienia i słusznie, że staramy się go uniknąć. Gdy jednak przyjdzie, nie czyńmy wyrzutów Panu Bogu. On nie zsyła cierpienia. Przeciwnie: to właśnie On pierwszy pochyla się nad wszelką ludzką biedą, jak pochylił się nad potrzebami proroka Eliasza. Bóg pierwszy chce zaradzić naszym potrzebom i brakom; a zło przemienić w dobro. Żałobny lament zmienić w taniec radości...

Pełni tej radości doświadczymy w Niebie, gdzie wszyscy zbawieni „nie będą już łaknąć ni pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów.” (Iz 49,10) A tutaj, na ziemi, bądźmy pewni: każde nasze ufne wołanie o Bożą pomoc, każde wzniesienie oczu „ku górom”, ku Niebu, z wiarą w moc Bożej Opatrzności  spotyka się z Bożą odpowiedzią. Tylko trzeba szeroko otworzyć oczy swego serca, by ją dostrzec i właściwie odczytać.

Od Boga wyszliśmy i do Boga zdążamy. W naszej pielgrzymce do Nieba nie jesteśmy pozostawieni samym sobie. To ja jako pierwsza muszę sobie przypominać: „Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy.” (Ps 121, 8) Amen!

środa, 1 czerwca 2016

"...Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych..."

(source: Pixabay)
 
Kiedyś przeglądałam listę pytań, postawionych przez użytkowników na pewnym katolickim forum pomocy. Znamienne, że powtarzała się z dość dużą częstotliwością - choć odmieniana przez różne osoby, przypadki i historie życia - pewna kwestia: „Jak jest TAM?” Jak jest za granicą śmierci? Jak wygląda życie po życiu? Do czego można to przyrównać? Prowadzący forum cierpliwie starali się udzielać odpowiedzi, zgodnych z Magisterium Kościoła. Nikt z nich jednak nie mógł napisać: ‘Wiem, że jest tak i tak’.

Podobne pytania stawiają sobie - całkiem szczerze - ludzie wszystkich kultur, religii, czasów. Podobne pytanie słyszę także w dzisiejszej Ewangelii, ale w tym przypadku miało ono być akurat swoistą pułapką na Jezusa.
Sadyceusze opowiadają historię pewnej kobiety, która w ciągu swego życia miała siedmiu mężów. Kończą tak: „Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę.” (Mk 12,23) Odpowiedź Jezusowa pełna jest mocy i prostoty: „Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie.” (Mk 12,25)

A ponieważ sadyceusze nie wierzyli w zmartwychwstanie, Jezus dodaje: „Co zaś dotyczy umarłych, że zmartwychwstaną, czyż nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa "O krzaku", jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych.” (Mk 12,26-27a)

Życie wieczne istnieje naprawdę. Jak mówi autor natchniony Księgi Mądrości: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka - uczynił go obrazem swej własnej wieczności.” (Mdr 2,23) Na razie jednak dla człowieka żyjącego na tym świecie jest ono wielką tajemnicą. Zaś wytrwałe przybliżanie się do tej tajemnicy jest powołaniem. I to nie zastrzeżonym dla nielicznych. Bóg dał je, jako dar, wszystkim swoim dzieciom.

Pisze o tym święty Paweł w Drugim Liście do Tymoteusza: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.” (2 Tm 1,7-10)

Bezcennego powołania do życia z Bogiem w Niebie trzeba strzec, jak najdroższego skarbu. Trzeba czasem walczyć, jak żołnierz, o wytrwanie w wierze, nadziei i miłości, zwłaszcza w ogniu pokus i prześladowań ze strony Szatana. Czy taka walka i zmagania o zachowanie łaski uświęcającej w swojej duszy to wstyd? Nie. To zaszczyt i okazja, by opowiedzieć Bogu o swojej kruchej, ale szczerej, ludzkiej miłości do Niego. Tak, jak to czynił św. Paweł, który wyznał: „Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu uwierzyłem, i pewien jestem, że mocen jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia.” (2 Tm 1,12).

Takie zmagania będę musiała toczyć aż do ostatniego dnia mojej ziemskiej wędrówki. Ale wierzę, że warto uczynić wszystko, przeżyć życie jak najpiękniej, by po nim móc się spotkać z Bogiem twarzą w twarz w Jego Królestwie. A wtedy pewnie przekonam się, że jest tam „totaliter aliter” (zupełnie inaczej) i o wiele cudowniej, niż mogłam to sobie wyobrazić i wymarzyć.

piątek, 6 maja 2016

"Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca..."

(source: album rodzinny)

Stare albumy z rodzinnymi zdjęciami mają ‘coś’ w sobie. Jakiś czas temu, po wielu latach, ‘dokopałam’ się do owych albumów oraz do innych zdjęć: sprzed 30, 40, 50...a nawet i więcej lat. Tak wiele osób już odeszło z tego świata i fotografie pozostają w większości przypadków jedyną widzialną, namacalną pamiątką ich uśmiechu, dobrego spojrzenia, obecności.

Dotarłam do zdjęć na których jestem z Rodzicami. Ze wzruszeniem patrzyłam na to moje – zachowane na kliszy – dorastanie. W końcu ustawiłam obok siebie trzy zdjęcia: Mamy, Taty i moje. Szukałam podobieństw. I doszukałam się. Wizualnie jestem podobna do obojga Rodziców: zarys twarzy i sylwetka po Tacie, oczy i uśmiech – mojej Mamy...
Wielu z nas zresztą słyszało bądź słyszy: „Ale ty jesteś podobny do Taty! A Ty, to po prostu ‘skóra zdarta’ z Mamy...’
 
Przed kilkoma laty jechałam autobusem z okolic Watykanu do centrum Rzymu. W pewnym momencie do tego autobusu wsiadła grupa sióstr zakonnych. Wszystkie młode, roześmiane. Moją uwagę przykuł jednak uśmiech jednej z nich: gdy się uśmiechała – to wydawało się, jakby w środku autobusu zapalały się wszystkie światła. Nie mogłam wręcz oderwać wzroku od tego uśmiechu, który płynął z serca. Widać było, że ‘coś’ czyni ją bardzo szczęśliwą. Domyślam się, że tym ‘czymś’ jest Jezusowa miłość, która promieniowała z uśmiechu, z oczu, z całej osoby owej zakonnicy...

W dzisiejszej Ewangelii znajdziemy następujący dialog między Jezusem a Apostołami: „Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Pokaż nam Ojca?» Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?" (J 14,7-10a)
„Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”... Jezus –to wcielona Boża Miłość. Jego Słowa, czyny, Jego bliskość względem każdego człowieka – to świadectwo, jak bardzo Bogu na każdym z ludzi zależy.

Możemy w Jezusie zobaczyć Boga Ojca – w sposób o wiele bardziej głęboki, niż ja – porównując fotografie – widziałam swoje podobieństwo do Rodziców; niż owa siostra zakonna w swoim uśmiechu promieniowała blaskiem Swego Boskiego Oblubieńca.
Do tego, by w Jezusie widzieć Oblicze Ojca trzeba jednak wiary. Takiej, która pragnie widzieć; pragnie słyszeć Boży głos; takiej wiary, która nie kalkuluje, ale przyjmuje z radością Słowo Boże.